Forum Forum o wszystkich zwierzakach Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Gdy szynszylka potzrebuje pomocy (choroby, poród)

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Forum o wszystkich zwierzakach Strona Główna -> Szynszyle
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Olala
Stroiś (Ad)minek
<font color=Blue>Stroiś (Ad)minek



Dołączył: 20 Kwi 2006
Posty: 1488
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 17:59, 28 Kwi 2006    Temat postu: Gdy szynszylka potzrebuje pomocy (choroby, poród)

Hipertermia, czyli udar cieplny
autor: lekarz weterynarii Anna Ryś



Do udaru dochodzi w momencie, gdy zwierzątko nie jest w stanie poradzić sobie z usunięciem z organizmu nadmiaru ciepła. Ma to miejsce zwykle wtedy, gdy temperatura w pomieszczeniu utrzymuje się przez dłuższy czas w okolicach 25-27 stopni Celsjusza, przy jednocześnie podwyższonej wilgotności powietrza (dlatego też jeśli do chłodzenia pomieszczenia używacie elektrycznych nawilżaczy pary wodnej, to koniecznie kontrolujcie temperaturę otoczenia!)
Długotrwałe wystawienie szynszyli na bezpośrednie działanie promieni słonecznych, również może doprowadzić do takiego stanu.

Objawami udaru są: ciepłe lub gorące uszy i łapki (objaw gorączki), szybki, krótki oddech, (potem zaś oddychanie staje się wyraźnie utrudnione), utrata przytomności, a nawet zgon.
Jeśli zauważymy takie symptomy - powinniśmy takie zwierzątko natychmiast schłodzić wodą (mam tu na myśli kąpiel w chłodnej wodzie lub owinięcie mokrym ręcznikiem) i przenieść je do chłodniejszego pomieszczenia.
Koniecznie należy też zapewnić dostęp do świeżej wody, aby w każdej chwili mały mógł się napić.

Jeśli natomiast nasz podopieczny leży już w klatce zemdlony, należy w pierwszym rzędzie sprawdzić, czy nadal oddycha i czy bije mu serduszko.
Jeśli występują te oznaki życia, to od razu przenosimy go do chłodnego pomieszczenia i probujemy cucić w ten sposob, że głowę (głównie uszy) i łapki moczymy chłodną wodą. Można też spróbować lekko dmuchnąć malcowi w nozdrza. Masować całe ciałko, aby pobudzić go do życia. Jeśli zacznie wracać do siebie, wtedy możemy (i powinniśmy) zmoczyć go całego.

Jeżeli jednak pomimo naszych interwencji zwierzątko jest nadal nieprzytomne, to bez wahania i natychmiast biegnijcie z nim do weterynarza. Poda on Waszemu futrzaczkowi środki pobudzajace układ oddechowy i krążeniowy.

I ostatnia sytuacja (najgorsza...) - zwierzątko leży nieruchomo w klatce, po osłuchaniu go stwierdzamy, że nie ma oznak życia. Wtedy kładziemy malucha w chłodnym pomieszczeniu na prawym boczku i wykonujemy masaż serca. Uciskamy palcem wskazujacym i środkowym. Ucisk powinien być na klatkę piersiową po lewej stronie pod łapką (czyli łapkę przesuwamy lekko do przodu). Ucisk ma być na tyle silny, ale zarazem delikatny, aby klatka ugieła sie do połowy swojej głębokości; szybkość uciskania - co 1 sekundę jedno uciśniecie. Najważniejsze, aby ruchy były energiczne i regularne. Jeśli tylko uda Wam się przywrócić pracę serca, to maluch powinien zacząć także oddychać... I o ile tylko wszystko zacznie wracać do normy - nie musicie jechać z maluchem do weterynarza.
Jeżeli natomiast pomimo Waszych interwencji nie uda Wam się przywrócić futrzaczka do życia, to z przykrością muszę powiedzieć, że nie ma już po co jechac do weterynarza, bo na reanimację (zanim dojedziecie) będzie już za poźno.




Poród - czyli co o nim wiedzieć należy...


Poniższy tekst jest wolnym tłumaczeniem artykułu Lani Ritchey i faza po fazie opisuje cały proces narodzin nowego życia - jak powinien przebiegać poród prawidłowy, na co w tym czasie zwrócić szczególną uwagę - i wreszcie - kiedy trzeba zacząć się niepokoić lub interweniować w obronie życia lub zdrowia młodej matki i jej maleństw. Myślę, że tamat ten jest ważny i przydatny. Komplikacje co prawda nie są zbyt częstym zjawiskiem, ale jednak - zdarzają się. Warto więc chyba wiedzieć na ten temat wszystko, co tylko możliwe. Korekty tekstu pod względem merytorycznym dokonała lek. wet. Anna Ryś, uzupełniając go ponadto o wiele cennych uwag (między innymi o reanimacji maleństwa, które nie daje oznak życia i opiece nad młodą mamą po cesarskim cięciu).


Poród


Poród najczęściej przebiega bez żadnych większych problemów, a samiczka i matka Natura świetnie sobie radzą bez naszej pomocy. Jednak jak to w życiu bywa i od tej reguły czasem zdarzają się wyjątki...

Dlatego też dobrze jest znać przewidywany termin porodu i uważnie obserwować nasze zwierzątko, by pospieszyć w razie potrzeby z niezbędną pomocą.

Dodatkowych informacji dostarczyć Wam może obserwacja zachowania samej samiczki. Często bowiem już na klika dni przed datą rozwiązania schodzi ona czasem posiedzieć sobie chwilkę na dnie klatki, w upatrzony przez siebie kącik - czego z reguły nie robiła nigdy przedtem. W dniu porodu pójdzie tam, by w wybranym wcześniej, bezpiecznym w jej odczuciu miejscu - urodzić swoje dzieci.

Poród rządzi się swoim własnym wewnętrznym rytmem, a znajomość tych kilku podstawowych, wspólnych dla wszystkich narodzin reguł pomoże nam podjąć decyzję o naszym ewentualnym w nim udziale.

Poniżej znajdziecie listę typowych objawów charakteryzujących proces przyjścia na świat małych szynszylątek. Czarnym, nie wyróżniającym się drukiem zaznaczyłam te fazy porodu, które przebiegają w sposób jak najbardziej zgodny z oczekiwaniami i nie powinny budzić żadnego niepokoju. Ograniczmy się wtedy co najwyżej do obserwacji, wspomagając rodzącą samiczkę jedynie naszą czujną, nie narzucającą się obecnością. Bądźmy cichym wsparciem czekającym w odwodzie na przebieg wydarzeń.

Kolorem czerwonym natomiast zaznaczyłam te partie tekstu, które opisują sytuacje alarmowe, te - które wymagają co najmniej uważniejszej obserwacji, jeśli nie natychmiastowej pomocy medycznej - naszej bądź weterynarza.

Przeczytajcie proszę uważnie poniższe punkty - powiedzą Wam one kiedy (i czy w ogóle - zacząć się niepokoić)


--------------------------------------------------------------------------------

Jeśli należycie do tych szczęśliwców, którzy choćby w przybliżeniu znają dzień, kiedy należy się spodziewać nowego przychówku, możecie zacząć obserwować zachowanie samiczki już znacznie wcześniej, niż by to wynikało z obliczeń.

Bywa, że już na klika dni przed wyznaczonym terminem porodu zauważycie u przyszłej mamy pojawiające się lekkie lub średnie skurcze, które sygnalizują nadchodzące rozwiązanie. O ile jednak takie niewielkie skurcze pojawić się mogą o dobrych klika dni wcześniej, to tym właściwym (związanym już z samym porodem) towarzyszyć będzie powiększające się rozwarcie pochwy. To ono właśnie jest najpewniejszym sygnałem rozpoczynającej się właściwej fazy porodu.

Uwaga jednak: jeśli jednak silne skurcze pojawiły się na długo przed terminem, i o ile nie towarzyszy im rozwarcie pochwy - mogą one wróżyć poronienie - w takim przypadku koniecznie zabierzcie samiczkę do weterynarza

Samiczka, która czuje nadchodzące rozwiązanie zaczyna zachowywać się w niezwykły dla niej sposób - wstaje i wspina się na tylne nogi, po to tylko by za chwilę przypaść płasko do ziemi. Kładzie się boku, to znów za chwilę kręci się po całej klatce - wyraźnie nie mogąc znaleźć sobie miejsca.

Być może uda Wam się w tym czasie zauważyć przebiegające falą po mięśniach jej brzucha skurcze mięśni rozpoczynające się od żeber i przebiegające w dół - do miednicy.

Prawdopodobnie zacznie wtedy popiskiwać i zgrzytać zębami. Uszy płasko położy po głowie.

Gdybyście wzieli ją teraz na ręce i odwracając na plecki uważnie obejrzeli ujście pochwy, zauważylibyście na pewno, że jest ono nabrzmiałe i zaczerwienione. Prawdopodobnie pojawi się też wydzielina przejrzystego śluzu. Może on mieć lekko żółtawe zabarwienie - najważniejsze jednak, by był on klarowny i bez nieprzyjemnego zapachu.

W tym czasie rozwarcie pochwy (początkowo małe - 0,5 do 1 cm) systematycznie się poszerza.

Zwróćcie uwagę (obserwując szynszylkę i jej najbliższe otoczenie), czy odeszły już wody. Powinny być one jasne, żółtawe, bez nieprzyjemnego zapachu. Zaważycie wtedy być może, że futerko samiczki stało się z wyglądu nieco mokre, nieporządne - szczególnie w dolnych partiach ciała. Niemniej - nie jest to żadną regułą, gdyż niektóre rodzące szynszylki pozostają nienagannie suche i czyste, a zawilgotnieniu ulega jedynie ściółka. Dlatego też dobrze jest przynajmniej kilka dni przed porodem zmienić ściółkę w klatce, by ułatwić sobie obserwację - również i dlatego, że jej zmiana już po porodzie jest dla samiczki i maleństw dość stresująca.

Zaobserwujcie czy następuje podkrwawianie z dróg rodnych (jest to normalne zjawisko będące efektem odklejania się łożysk od macicy).

Jeśli udało Wam się zauwazyć większość powyższych symptomów zbliżającego się porodu - zegar rozpoczął już odliczanie.

Jeżeli jednak zauważyliście, że odeszły już wody, jednak nie nastapiło u samiczki rozwarcie pochwy - natychiast biegnijcie z nią do weterynarza. Konieczna jest pomoc.

Inna sytuacja patologiczna: jeśli po odejściu wód samiczka dostała silnych, niekontrolowanych, szarpiących skurczy (lub też skurcze całkiem ustały), to nawet jeśli nastąpiło prawidłowe rozwarcie pochwy -szybko skontaktujcie sie z lekarzem - mogło bowiem dojść do uwięźnięcia maleństwa w drogach rodnych.

Podobnie jeśli dojdzie w tym czasie do silnego krwawienia jasną, świeżą krwią (zamiast opisanego już lekkiego podkrwawiania) - konieczna jest natychmiastowa pomoc medyczna.

Jeśli natomiast wszystko idzie dobrze, wody odeszły, skurcze są regularne i występują w stałych okresach czasu - po prostu cierpliwie czekajcie.

W przeciągu następnych 45 - 60 minut powinno przyjść na świat pierwsze dziecko.

Normalny poród przebiega raczej spokojnie i bez żadnych dramatycznych wydarzeń. Młoda matka zacznie prawdopodobnie wydawać z siebie dźwięki przypominające świergot, przemawiając w ten sposób uspokajająco do przychodzącego na świat potomka. Oczyści też sobie dokładnie okolice dróg rodnych przygotowując się na nadejście malucha.

Dziecko przychodzi na świat najczęściej noskiem do przodu (choć nie zawsze - moja Bianeczka np. została przez swoją mamę wyciągnięta na świat za czubek ogona).

Samiczka będzie pomagała sobie ciągnąc maleństwo łapkami i ząbkami. Może to być zresztą przyczyną drobnych zranień i kontuzji noska lub łapek noworodka.

Jeśli jednak matka nie może poradzić sobie z wyciągnięciem malucha na zewnątrz lub też maleństwo okręci się i utknie - macie problem. Więc jeśli rodząca samiczka zaczyna biegać po klatce z częściowo wysuniętym na zewnątrz dzieckiem - musicie jej pomóc. Unieruchomcie młoda matkę w delikatnym, lecz pewnym uścisku i podczas kolejnego skurczu wyciągnijcie maleństwo - najlepiej gdy złapiecie malucha tuż za szyją i będziecie pociągać go lekko do przodu i lekko na boki. To powinno pomóc.

Usuńcie jeszcze tylko błonę embrionalną z noska maleństwa i oddajcie matce, by dokończyła toalety maluszka.

Jeśli mały futrzaczek pomimo toalety matki nie rusza się i nie oddycha - możecie próbowac ocucić go sami.

1.Weźcie ręcznik papierowy i energicznie pocierajcie nim maleństwo po karku i grzbiecie by przywrócić krążenie.
2. Leciutko dmuchnijcie w nozdrza.
3. Złapcie malucha obiema dłońmi, wyciągnijcie tak złożone wokół maluszka ręce przed siebie i pochylając sie energicznie do dołu i do góry stwórzcie coś na kształ huśtawki.

Gdy tylko maluch zacznie wykazywać wyraźne oznaki życia - oddajcie go matce.

Jeżeli jest to ciąża mnoga - następny poród może rozpocząć się w każdej chwili, choć zwykle ma to miejsce po jakichś 20-40 minutach. Możliwa jest nawet przerwa sięgająca do 1 godziny.

Jeżeli jednak było to jedno dziecko (lub też po narodzinach ostatniego już maleństwa z miotu) - po 20-30 minutach nastąpi wydalenie łożyska. Wygląda ono jak buro-krwista niekształtna masa. Matka zwykle natychmiast je zjada, na co należy jej pozwolić, gdyż nie tylko dba ona w ten sposób o higienę, ale prawdopodobnie uzupełnia też zapasy białka.

Jeżeli matka nie wydali łożyska musicie udać się do weterynarza. Poda on waszemu zwierzątku Oxytocynę. Jeśli młoda mama nie wydali łożyska w gabinecie, zaaplikuje dodatkowo antybiotyki i odczeka 2-3 dni. W tym czasie konieczne będzie codzienne przychodzenie z samiczką do weterynarza po kolejną dawkę Oxytocyny.

Jeśli po wydaniu na świat pierwszego dziecka matka nadal ma skurcze, ale po upływie godziny nic się nie wydarzyło - zadzwońcie do weterynarza - prawdopodobnie będzie chciał zobaczyć młodą matkę (wraz z dziećmi).

Podobnie jesli sami wyczujecie obecność jakiegoś kształtu w kanale rodnym lub w macicy, a skurcze ustały lub stały sie one silne, krótkie i szarpiące - potrzebujecie bardzo pilnie pomocy medycznej.



U weterynarza


Jeśli okazało się, że konieczne było zabranie rodzącej samiczki do weterynarza - musicie upewnić się, że dobrze zabezpieczyliście transporterek na drogę. Najlepiej jeśli owiniecie go ręcznikiem lub starym kocem (oczywiście tak, by zapewnić stały dopływ świeżego powietrza), tak by uchronić ogoniaste przed chłodem i gwałtowną zmianą tamparatur - tym bardziej, że o ile szynszylka urodziła już jakieś dzieci, to musicie zabrać wraz z nią te nowo narodzone maleństwa.

Zabierzcie też ze sobą wydalone łożysko - jeśli nie zostało zjedzone przez młodą matkę. A jeśli na ściółce została jakaś wydzielina - też możecie ją zabrać. Weterynarz może chcieć je zobaczyć.

Lekarz najprawdopodobniej rozpocznie badanie od od delikatnego i uważnego obmacania samiczki. Będzie się w ten sposób starał wyczuć, czy w kanale rodnym lub w macicy nie pozostało jeszcze jakieś dziecko.

Zapyta was jak długo trwał poród (od kiedy), jaki rodzaj skurczów miała samiczka (czy były silne, czy słabe, co jaki czas występowały), jaki czas upłynął od narodzin pierwszego maleństwa (i jaki odstęp czasu dzielił kolejne narodziny) - o ile oczywiście matka urodziła już jakies dzieci. Jeśli nie - to czy odeszły już wody płodowe, kiedy i jaką miały barwę i zapach.

Potem (o ile weterynarz dysponuje głowicą o częstotliwości 7,5 MHz) spróbuje za pomoca USG stwierdzić, czy maleństwo wewnątrz matki jeszcze żyje (poszukując bicia jego serca). Niestety głowica USG o potrzebnej do tego czestotliwości jest stosunkow rzadko spotykana - najpopularniejsza jest mniej czuła głowica 5 MHz - do tego celu całkowicie nieprzydatna.

Jesli aparat USG nie wykazał bicia serca maleństwa, lub nie był dostępny - posiłkować się można prześwietleniem rentgenowskim. Kosteczki nienarodzonego dziecka bedą na nim dość dobrze widoczne. Badanie to co prawda nie pozwoli nam określić kondycji płodu, ale dostarczy nam ogólnych o nim informacji. Dowiemy sie też czy płód jest cały, czy w stanie rozkładu, pozwoli określić czy nie ma istotnych defektów budowy ciała, które mogłyby zasugerować, że mały już nie żyje.

Istnieje też sposób sprawdzenia nienarodzonego maleństwa poprzez ruchy wahadłowe brzucha matki - po delikatnym uderzaniu w brzuszek matki, co powoduje jego rozkołysanie - jeszcze zyjący futrzaczek powinien się poruszyć. Co prawda nie jest to metoda 100% pewna, ale zawsze może dostarczyć nam dodatkowych informacji, o ile tylko nie dysponujemy innym sposobem

Jeśli lekarz stwierdzi obecność żywego dziecka, zaś matka ma prawidłowe, pełne rozwarcie - weterynarz poda jednostkę Oxytocyny i odczeka 20 minut. (Jeśli jednak nie nastąpiło rozwarcie, lekarz nie może podać lekarstwa, gdyż mogłoby do dojść do pęknięcia macicy - dlatego też cesarskie cięcie konieczne jest wtedy od razu).

Jeśli po 20 minutach po pierwszej dawce nie wystąpią skurcze - poda kolejną. Znowu odczeka 20 minut. W czasie tych kolejnych 20 minut - powinien przygotować się już do operacji. Jeśli i po tym czasie nie nastąpi poród - cesarskie cięcie jest konieczne.

Jeśli konieczna była interwencja chirurgiczna - maleństwom należy potem zapewnić stały kontakt z matką, gdyż karmienie pomaga jej w obkurczeniu powiększonej macicy i w złuszczaniu błony śluzowej. Maluszki zaś mają zapewniony pełnowartościowy pokarm, gwarantujący im zdrowy i prawidłowy rozwój. Należy jedynie bardzo uważać, by podczas kontaktu z matką młode nie dobrały się szwów mamy, gdyż może ją to skutecznie do nich zrazić.

Maleństwa można przystawić nawet zaraz po samej operacji - już podczas wybudzania się matki ze znieczulenia. Jeśli samiczka jest nadal w głebokim śnie - maleństwa trzeba trzymać obok mamy dogrzewając je kocykiem lub ciepłem dłoni. Jeśli proces wybudzania trwa długo - można podać maluszkom wodę z glukozą do picia. Tylko bardzo deliakatnie, by się nie zachłysnęły - najlepiej zwilżając im wargi wacikiem lub spuszczając z pipetki kropelka po kropelce - na wargi, do zlizania.

Młoda matka jeszcze przez 10 dni będzie nosiła szew pooperacyjny. Trzeba tylko pilnować by sobie go nie wygryzała i obserwowac jego wygląd.
Jeśli w miejscu szwu pojawi sie opuchlizna i silne zaczerwienienie - trzeba szybko udać się do weterynarza.


Biegunka



Korekta tekstu pod względem merytorycznym - lek. wet. Anna Ryś

Normalnie kał naszego podopiecznego powinien przypominać z kształtu dobrze ukształtowane ziarenka ryżu, być zwarty lecz elastyczny i nie odkształcać się pod naciskiem łapki zwierzątka.
Kolor może się wahać od - brudnych zieleni począwszy, przez złamane żółcie, do bardzo ciemnych brązów, a nawet czerni i zależy od wielu rzeczy, w tym - rodzaju zjedzonego pokarmu. Długość bobka waha się od 0,5 do 1,5 cm i z reguły jest nieco mniejsza o poranku, pod koniec dnia wykazując tendencję do lekkiego zwiększenia gabarytów.
U zdrowego szynszyla kał powinien być na tyle suchy, by nie przyklejały się do niego zbytnio ziarenka piasku, fragmenty ściółki - on sam również nie powinien przylegać do podłoża. Upuszczony na powierchnię typu półeczka, dno kuwety - powinien wydać lekko głuche stuknięcie.

Jednak nawet u zdrowego szynszylka po spozyciu dużej ilości siana - kał może przybrać nieco luźniejsza konsystencję, zaś bobki będą lekko powiększone w obwodzie, przybierając tez nieco zielony odcień. Nie jest to powodem do niepokoju.
Istnieje natomiast cały szereg czynników niezakaźnych, jak tez o wyraźnie patogennym podłożu, które mogą spowodowac u szynszyli typową biegunkę.

Przez biegunkę rozumiem tu dość szeroko pojęty stan kału naszego podopiecznego - poczynając od bobków powiększonych, wilgotnych, łatwo rozdeptujących się pod jego łapką - a bywa, że pokrytych śluzem lub podejrzanie mocno błyszczących - aż po typowe rozwolnienie, charakteryzujące się płynną konsystencją kału.
Każde z nich oznacza jakiś stan patologiczny, którego przyczyny należy odnaleźć i wyeliminować, aby następnie podjąć skuteczne leczenie zwierzątka. W tym czasie możemy podjąć próby zatrzymania biegunki - szczególnie jeżeli z uwagi na swą intensywność doprowadzić ona może do odwodnienia zwierzątka, a w efekcie do jego śmierci.

Jest kilka sposobów na zatrzymanie biegunki u szynszyli - jednak tak naprawdę powinno się je stosowac jedynie wtedy, gdy biegunka nie ma charakteru infekcyjnego, ani też nie jest skutkiem silnego zatrucia (w przeciwnym przypadku można zatrzymać w organiźmie te substancje - toksyny, drobnoustroje lub ich toksyczne produkty przemiany materii, które ten próbował usunąć stosując tym samym pierwszą linię obrony). Tymczasem my sztucznie zatrzymując je w jelitach możemy zwierzątku czasem dużo bardziej zaszkodzić niż pomóc.
Z drugiej strony przyspieszona perystaltyka jelit też niesie ze sobą pewne zagrożenia tak więc nie można tego tak po prostu zostawić...

Mamy więc właściwie dwa wyjścia i zależą one od stanu naszej wiedzy o przyczynach powstania biegunki...
Jeżeli jesteście całkowicie pewni (a pewność taką niestety ciężko uzyskać bez badań laboratoryjnych), że biegunka nie ma charakteru infekcyjnego ani nie powstała na skutek zatrucia - a spowodowana jest np. stresem lub zbyt szybką zmianą diety - wtedy możecie próbować zahamować ją samodzielnie na kilka sposobów.

Do łagodniejszych należy podanie zwierzątku węgla drzewnego (takiego samego jak dla ludzi), Smecty (1/3 saszetki rozpuszczona w wodzie) lub jeśli jakimś cudem uda Wam się kupić w aptece - preparatu opartego na naturalnej glince kaolitycznej - czyli leku Kaopectate przeznaczonego dla dzieci.
Jeżeli uda Wam się dostać Kaopectate - nalejcie go na łyżeczkę do herbaty i pozwólcie wypić z niej zwierzątku tyle, na ile będzie miało ochotę.
W przypadku silniejszej, płynnej biegunki - do jedzenia można dodać odrobinę (kilka, kilkanaście ziarenek) suchego ryżu i trochę suszonych czarnych jagód. Gdy biegunka jest drastyczna - można te dwa składniki podać po prostu zamiast jedzenia - jednak ten sposób stosujcie jedynie w ostateczności.
Pamiętajcie jednak proszę, że powyższe metody używane być powinny jedynie wtedy, gdy wiemy, że hamując perystaltykę jelit - nie zatrzymujemy w ten sposób w organiźmie groźnych czynników chorobotwórczych lub toksyn.

Tymczasem podczas leczenia - jeśli tylko jest to możliwe - wyliminujcie możliwe przyczyny powstania biegunki. Odstawcie więc na chwilę siano, sprawdźcie uważnie jakość serwowanej zwierzątku karmy (jeśli niewiele o niej wiecie - przestawcie lepiej pomalutku Wasze ogony na którąś z pakowanych hermetycznie karm zagranicznych (Prestige Premium - Crispy Chinchilla Nature, X-tra Vital Chinchilla) lub po prostu na polskiego Megana dla szynszyli, którego jakość można zawsze skontrolować choćby i naocznie - przez przezroczysty kubełek. Nie podawajcie też żadnych dodatków i smakołyków - ani słodkich, ani tłustych.
Zapewnijcie stały i nieograniczony dostęp do wody - Wasz ogonek porzebuje teraz dużej ilości płynów by uzupełnić braki - w końcu wraz z kałem wydala teraz bardzo dużo wody.
Jeżeli rozwolnienie jest mocne powinniście dodać trochę elektrolitów do jego wody (możecie to zrobić podając je pipetką (zakraplaczem do oczu) wraz z wodą prosto do pyszczka - delikatnie skraplając na dolną wargę, tak by się nie zaksztusił). Elektrolity najłatwiej jest kupić w aptece - poproście o Gastrolit. Jest w postaci proszku, z którego część należy rozmieszac z płynem. Dobrze byłoby też w tym czasie uzupełnić florę jelitową podając Lakcid - czyli bakterie kwasu mlekowego - też do kupienia w aptece - lub odrobinkę jogurtu z aktywnymi kulturami bakterii. Lakcid łagodzi objawy biegunki, wpływając normalizująco na pracę jelit (co ciekawsze równie polecany jest przy zaparciach i wzdęciach - w obu przypadkach ma bardzo zbawienny wpływ na przwrócenie sprawnego funkcjonowania jelit). Nalezy podać ok. 1/3 fiolki na raz. Resztę można wylać lub wypić samemu - gdyż nie nadaje się już potem do użycia.
Gastrolit i Lakcid polecam niezależnie od wybranego sposobu leczenia.

Biegunka nie powinna trwać dłużej niż 2-3 dni. Jeśli się przedłuża - koniecznie idźcie do weterynarza.

Jeżeli macie najmniejsze choćby podejrzenie, że biegunka może być infekcyjna (bakterie lub pasożyty) - i co wiecej - dostrzegliście np. ślady śluzu lub krwi w kale, ma on dziwny kolor lub zapach, albo po prostu niepokoi Was cokolwiek innego to idźcie do weterynarza. Warto też zrobić u niego badania kału pod mikroskopem. W tym przypadku otrzymacie na pewno środki farmakologiczne odpowiednie do zwalczania danego typu drobnoustrojów.

W obu przypadkach - w czasie, gdy będziecie próbowali w naturalny sposób zahamować biegunkę (lub po prostu doprowadzić do porządku nadmiernie maziste, rozdeptujące się bobki) - warto zanieść kał do badań do miejscowego Zakładu Higiny Weterynaryjnej. Naprawdę warto - szczególnie wtedy, gdy ta "anomalia" ma tendencje do cyklicznych wznowień i wyciszeń, czasem wracając do stanu normalnego, by za jakiś czas (kilka, kilkanaście dni) powrócić uparcie znowu, w słabszej (lub nie) formie. Alarmujące też mogą być charakterystyczne pierścionki lub nitki "galaretki" doczepione do jednego z konców bobka.
Zresztą nawet jeśli nie obserwujecie żadnej okresowości, ale stan nienormalny trwa już zbyt długo, lub też zbyt często się powtarza - lepiej jest kał przebadać. W ten sposób uzyskacie pewność, że nic nie podgryza po cichu od środka Waszego ulubieńca, osłabiajac jego organizm. Uzyskacie też jasną i precyzyjną informację jak to choróbsko leczyć. Badania są dwa - i nie warto rezygnować z żadnego z nich, ponieważ przegapić w ten sposób można coś istotnego. Ponadto zakażeniom pasożytniczym często towarzyszą bakteryjne - tymczasem badanie parazytologiczne (na obecność pasożytów wewnętrznych typu kokcydia, giardie, itp.) nie wykaże obecności bakterii chorobotwórczych i vice versa. A groźne mogą być i jedne i drugie.
Jeśli nie zmieniły się ceny, to badanie parazytologiczne kosztuje ok. 15 zł i czeka się dwa dni, zaś badanie bakteriologiczne - prawie dwa razy drożej i tyleż dłużej czeka się na wyniki. Ale jeśli wykryty zostanie jakiś czynnik patologiczny, to wraz z badaniem bakteriologicznym otrzymacie "instrukcję obsługi" choróbska - czyli pełną listę leków, na jaką dany paskud jest wrażliwy. Potem wystarczy już tylko skontaktować się z Waszym weterynarzem, który powie co i jak zastosować i można spać spokojnie.
Kał do badan powinien byc świeży i wilgotny. Dlatego najlepiej jest go zabezpieczyć w specjalnie przeznaczonym do tego pojemniczku - do nabycia w aptece. Może to też być zwykly słoiczek - wyparzony, z zakretką. Do badań parazytologicznych kał warto zbierać jak najdłużej - ale musi to być rozsądny kompromis pomiedzy jak najdłuższym czasem, a świeżością materiału do badań - dobrze jest więc zebrać bobki np. z 24 godzin.

Podczas trwania biegunki, jak i po zakończeniu leczenia należy rygorystycznie przestrzegać higieny.
Pojemniczki na wodę i jedzenie powinny być w tym czasie myte i wyparzane wrzątkiem codziennie. Podobnie jak najczęściej należy zmieniać ściółkę. Można też jako podściółki używać w tym czasie zwykłych codziennych gazet. Ułatwi to sprzątanie i pozwoli zachować higienę. Półeczki i elementy drewniane należy wyparzyć wrzątkiem i dobrze wysuszyć. Kuwetę zaś co kilka dni umyć i zdezynfekować (np. Domestosem, który potem należy bardzo dokładnie spłukać dużą iloscią wody) W utrzymaniu czystości klatki pomaga wyłożenie w tym czasie kuwety gazetami, które będą pełniły rolę ściółki. Łatwo się wtedy sprząta, zaś (w stosunkowo krótkim czasie choroby) substancje zawarte w farbie drukarskiej nie zaszkodzą naszemu podopiecznemu, za to wykazywac będą umiarkowane działanie bakteriobójcze. Po każdym kontakcie ze zwierzątkiem należy umyć ręce pod bieżącą wodą.
Po zwalczeniu choroby - należy zdezynfekowac dodatkowo całe otoczenie klatki i miejsca, w których nasz ogoniasty biegał - najlepiej jednym z dostępnych u weterynarza środków dezynfekcyjnych, o wykazanej niskiej toksyczności w stosunku do zwierzat (w przypadku zwykłych zakażeń bakteryjnych bardzo dobrze sprawdzają się takie środki jak Virkon czy Nobactel, jednak w przypadku stwierdzenia giardii, Cryptosporidium lub kokcydiozy (te ostatnie to różne gatunki eimeria) konieczne mogą być znacznie silniejsze środki - zapytajcie o nie waszego weterynarza).


Zatwardzenie i zatrzymanie kału




Korekta tekstu pod względem merytorycznym - lek. wet. Anna Ryś

Zatwardzenia nigdy nie powinniśmy lekceważyć. Przede wszystkim dlatego, że może być sygnałem, że w organiźmie dzieje się coś niedobrego. Również dlatego, że może ono doprowadzić do całkowitego zatrzymania kału, do skrętu jelit lub równie fatalnego w skutkach co poprzednie - wpochwienia jelita (pod wpływem wzmożonej perystaltyki jelit jedna część jelitka wchodzi w drugą uniemożliwiając jego pracę).
Dlatego już od chwili zaobserowania pierwszych objawów musimy wnikliwie kontrolować rozwój wydarzeń by nie dopuścić do żadnych groźniejszych komlikacji.

Zatwardzenie zaczyna się niewinnie - od pomniejszonych, twardawych lub jakby lekko spieczonych bobków. Stan taki może trwać kilka, albo nawet kilkanaście dni.
Jeśli zatem zaobserwujemy któregoś dnia u naszego podopiecznego, że jego bobki mają inną niż zwykle konsystencję, że stały się mniejsze - drobne, niekształtne, być może nawet ze śladami krwi lub śluzu - powinniśmy zacząć bardzo uważnie obserwować naszego pupila. I to nie na przestrzeni wielu dni - ale najbliższych kilku, kilkunastu godzin.

Jeżeli szynszylek jest właśnie podczas jakiegoś leczenia i dostaje lekarstwa (szczególnie jeśli jest to przedłużajace się leczenie) - skonsultujcie się jak najszybiej z Waszym weterynarzem w kwestii tego, czy dany lek jest dobrze tolerowany przez wątrobę i czy zatwardzenie nie jest może skutkiem podania tego leku (znam przypadki, gdzie prawdopodobną przyczyną zatwardzenia i zatrzymania kału była reakcja ze strony przeciążonej wątroby - i tu uwaga! - inną przyczyną zatrzymania kału może być też silne zatrucie pokarmowe - np. aflatoksynami zawartymi w orzeszkach ziemnych lub spleśniałym sianie!). Jeżeli Wasz lekarz podejrzewać będzie, że przyczyną może być podawane lekarstwo - być może zdecyduje się zastąpić innym dotychczas podawany lek.

Jeżeli też Wasz szynszylek jest akurat na coś chory (jakaś infekcja, schorzenia innego rodzaju) może się zdarzyć, że ilość wydalanych przez niego boków ulegnie znacznemu zmniejszeniu, lub też nie będzie ich wcale. Jest to spowodowane tym, że organizm przestawia się wtedy na samowyleczenie i oszczędzając energię spowalnia do minimum proces trawienia. Kał pojawi się wtedy samoistnie, gdy tylko jego organizm zacznie sobie radzić z chorobą i szynszylek odzyskawszy apetyt zacznie w miarę normalnie jeść. Ilość "wyprodukowanych" bobków zależeć będzie od ilości zjedzonej karmy.

Najczęściej jednak zatwardzenie występuje bez żadnych wyraźnych przyczyn i objawia się po prostu regularnym wydalaniem małych, suchych bobków. W takim wypadku możemy sami spróbować pomóc naszemu ogoniastemu.
Pierwszym ratunkiem - gdy pojawiają się pierwsze suche bobki - jest podanie kilku (ale też nie za dużo, by nie spowodowac wzdęcia!) rodzynek i wypuszczenie naszego szylka na długi, jak najdłuższy spacer (duża porcja ruchu pozwoli nieco "rozruszać" jego układ trawienny i przyspieszy perystaltykę jelit). Jeżeli to nie pomoże - to podać można do zjedzenia: świeże jabłuszko, jogurt owocowy (najlepiej taki z żywymi kulturami bakterii - ale o tym szerzej poniżej), sok ze śliwek, kawałeczek śliwki suszonej, suszoną papaję i ananas (ten sposób skutkuje też w przypadku przytkania przewodu pokarmowego zlepkami wygryzionego futerka - i chodzi tu o zawarte w tych owocach enzymy, które powodują rozmiękczenie włosów; najlepiej zadziała tu świeżo wyciśniety sok z anansa, gdyż "puszkowy" w pełni go nie zastapi - i tu uwaga! świeży ananas musi być dojrzały!)

Na zwykłe zatwardzenie dobrze też działa jeden z dostępnych na rynku przecierowych deserków dla niemowląt. - np. śliwka z jabłkiem Gerbera, lub dynia z jabłkiem Bobo Vity. Podac można zwierzątku łyżeczkę lub dwie na początek - podając zwyczajnie na łyżeczce lub delikatnie pipetką (zakraplaczem do oczu) do pyszczka - byle nie na siłę - sam musi to przełknąć - zaś ilość uzaleźniona jest od stopnia zaawansowania zatwardzenia.
No i stale powinno być dostępne sianko, które powoduje nieco luźniejszą konsystencję kału. I dużo wody - można nawet podawac pipetką do pyszczka z jakimś sokiem - żeby tylko chciał pić.

Jeszcze jedna ważna rzecz - oprócz tych wszystkich smakołyczków, które pomagają na zatwardzenia - świetnie na układ trawienny działają bakterie kwasu mlekowego (Acidophillus oraz Bifidobacterium) - pobudzają i normalizują jego pracę. Pomagają one zarówno w przypadku biegunek o różnorakim charakterze - co opisane zostało w artukule powyżej, jak też wykazują zbawiennie działania na zaparcia. Bakterie takie można kupić w każdej aptece w różnych postaciach - są to środki, jakie przepisuje się ludziom po antybiotykach - Lakcid (proszek w ampułkach do rozpuszczenia w wodzie), Trilac, inne. Można podać je z soczkiem w pipetce. W przypadku Lakcidu, który ja stosuję - proponuję by na początek podać 1/3 zawartości fiolki (resztę należy wylać).


Znacznie groźniejsza od zwykłego zatwardzenia jest sytuacja, gdy zauważycie, że od kilku, kilkunastu godzin Wasz podopieczny nie załatwił się w ogóle.
W takim przypadku najlepiej jest podać oprócz lakcidu - także parafinę (Paraffinum Liquidum), którą można kupić w każdej aptece. Podac możemy do 0,5 - 1 łyżeczki. Parafinę najlepiej podać wymieszaną z sokiem malinowym lub słodkim wapnem dla dzieci - tak by zwierzątko wypiło ją samo - wmuszanie jej pipetką do pyszczka, może spowodować dostanie się parafiny do płuc - i w efekcie doprowadzić do zachłystowego zapalenia płuc - fatalnego w skutkach.
W przypadku braku parafiny, albo zamiast niej - możemy też podać na łyżeczce odrobinę dobrej jakości oleju jadalnego lub nawet masła.

W przypadku, gdy przez klikanaście godzin Wasz ogoniasty nie zrobi ani jednego bobka, lub ich stan jest wyjątkowo kiepski (są bardzo twarde, spieczone, malutkie) możecie zdecydować się na zrobienie lewatywy.
Jeżeli to możliwe - dobrze by było, by wykonał ją weterynarz. Ale jeżeli jest późny wieczór lub z jakiegoś innego powodu nie możecie się do niego wybrać ze zwierzątkiem - możecie też spróbowac zrobić ją sami.
Do wykonania lewatywy sporządzić trzeba mieszankę przegotowanej, lekko letniej wody z parafiną, wymieszane w proporcjach 1:1 (to znaczy bierzemy tyle samo wody, co parafiny), a jeszcze lepiej jest zamiast wody zastosować przestudzony napar z rumianku. Jeżeli nie mamy akurat parafiny, a nie chcemy czekać z wykonaniem lewatywy - możemy ją zastąpić świeżym, dobrej jakości olejem jadalnym. Mieszankę tą wlewamy do strzykawki. Konus strzykawki (czyli jej najwęższą część) wkładamy w pupę szynszylka i podajmy z tego 0,5 ml. Weterynarz może wykorzystać do tego cewnik koci - gdyż można go włożyć nieco głębiej (na 2-3 cm) - a lewatywka zadziała wtedy lepiej.

Jeżeli żadne z tych działań nie przyniosło efektów, a Wasz pupil już od blisko doby nadal się nie załatwia (nastąpiło zatrzymanie kału) koniecznie udajcie się do weterynarza - poda on środki przyspieszające perystaltykę jelit.
Nie wahajcie się ani chwili! - bo gdy bobki ulegną zatrzymaniu w jelitach, tworzy się tam zbita i zwarta masa kałowa, która uniemożliwia wydalanie kolejnych. Z godziny na godzinę problem staje się coraz poważniejszy - nie ma więc już czasu na czekanie i samodzielne leczenie. W takim przypadku wymagana jest natychmiastowa interwencja weterynarza.

Pierścień z futra - śmiertelne zagrożenie, które łatwo przeoczyć...



Korekta tekstu pod względem merytorycznym - lek. wet. Anna Ryś

Opisany tu problem jest zjawiskiem, występującym stosunkowo często u aktywnych seksulanie samyczków.
I tu uwaga - proszę by zagrożenia nie zbagatalizowali Ci, którzy chodują jedynie same samczyki - bo problem dotyczy nie tylko par mieszanych, jak wtedy gdy trzymamy samiczkę i samczyka, ale też grup złożonych z samych samczyków (po prostu Matka Natura jest w pewnej kwestii znacznie bardziej liberalna niż my...).

Unikanie zagrożenia jest łatwe i jedyne co musicie zrobić - to raz na 3, 4 tygodnie przeprowadzić okresową kontrolę, która przy pewnej wprawie zajmie Wam nie więcej niż minutkę.

Ale zacznę od początku... i opowiem na czym polega to zagrożenie i jak sobie z nim radzić, gdy już się pojawi...

Widzicie - szynszyla, to chyba jedyne zwierzątko na świecie, któremu zagrażają (i to śmiertelnie zagrażają) jego własne gęste kłaczki. Zdarza się, że podczas intensywnego stosunku, włosy partnera lub nawet jego własne zwijają się w ciasny pierścionek futra dookoła penisa, skutecznie blokując dopływ krwi do tego wrażliwego organu.
W skrajnych przypadkach może to prowadzić do braku możliwości wydalania moczu, albo nawet do martwicy penisa.
W przypadku, gdy dojdzie już do martwicy, dalsze postępowanie jest bardzo trudne, gdyż jeśli dotyczy ona większej części prącia - trzeba amputowac je w całości. Jest to zabieg trudny do wykonania u szynszyli i nie zawsze skuteczny - gdyż czesto po operacji i tak dochodzi do zarośniecia cewki moczowej, a co za tym idzie do zatrzymania moczu i zatrucia organizmu (mocznica).

Bywa, że włosy zaciskają się łagodnie - co zresztą najczęściej ma miejsce - samczyk wtedy sam poradzi sobie z pierścieniem - po prostu ściągając go ząbkami.

Czasem jednak wymagana jest nasza ostrożna, lecz skuteczna interwencja.
Zaniepokoić nas powinno przede wszystkim charakterystyczne przeciąganie się samczyka tylną cześcią ciała lub częste sieganie przez niego pyszczkiem do brzuszka. Ale ponieważ żaden z tych sygnałów może się mimo wszystko nie pojawić - dobrze jest robić po prostu okresowe kontrole.

Podczas takiej kontroli samczyka należy ułożyć brzuszkiem do góry na naszych kolanach - i przytrzymując go delikatnie lecz pewnie (dobrze jest gdy robią to dwie osoby) - uważnie obejrzeć mu jego meskość.
Zdrowy penis powinien całkowicie mieścić się w napletku. Widoczny wtedy będzie tylko napletek - zwykły cielisty spłachetek skóry okrywający prącie. Jeżeli nie wiecie jak wygląda stan prawidłowy - możecie porównać go z innym samczykiem lub nawet z samiczką - różnice w wyglądzie tej części ciała, kiedy penis znajduje się w stanie spoczynku - są naprawdę niewielkie...
Jeśli jednak penis owinięty jest pierścionkiem z futra, prawdopodobnie napuchnięty i powiększony będzie choć trochę wystawał z napletka - będzie po prostu widoczny. W skrajnych przypadkach biedne zwierzątko nie jest w stanie w ogóle schowac penisa i włóczy go za sobą. Oczywiście w każdym z tych przypadków należy się podjąć jak najszybszej interwencji. Jeśli jesteście sami (tylko jedna osoba) lub powątpiewacie we własne siły - idźcie do weterynarza. Jeśli macie odwagę - zróbcie to sami.

Podczas zabiegu jedna osoba trzyma samczyka bardzo pewnym, stabilnym chwytem. Druga musi w tym czasie bardzo delikatnie odciągnąć napletek do miejsca, gdzie znajduje się pierścień włosów i wspomagając się pincetką - bardzo ostrożnie go zsunąć. Czasem jest on tak zgremplowany, że trzeba pomalutku - wręcz po jednym kłaczku niemal rozsnuć sploty, by tak poluzowany ściągnąć z prącia. W szczególnie trudnych przypadkach pomóc można sobie wazeliną lub chociaż oliwką. Ale w przypadku moich maluchów nigdy nie było to konieczne.
Jeśli stan nie był groźny lub nastąpiła szybka interwencja z naszej strony - samczyka wystarczy po tym wypuścić, by sam doprowadził się do porządku. Jeśli jednak penis jest mocno spuchnięty, siny i samczyk nie może schować go do napletka, dobrze jest przyłożyć kompres z chłodnej wody z roztopionego lodu. Może to być też okład z altecetu lub wody z octem. W takim przypadku dobrze też bedzie udać się do weterynarza, który prawdopodobnie zapisze antybiotyki.

Podczas tej procedury samczyki często wykazują się dużym spokojem - oczywiście już podczas właściwej "fazy działań" - bo przy odciąganiu napletka na pewno będą się dzielnie bronić.

Pierścienie nie zawsze widoczne są przez napletek - spotkałam się raz z pierścieniem włosów - bardzo nieprzyjemnym, który nie dawał jednak żadnych widocznych objawów. Zaalaramowało nas jedynie częste sięganie pyszczkiem pod brzuszek jednego z chłopców.
Takie rzeczy wychodzą też przy okresowych kontrolach. Dlatego tak na nie nalegam - bywa, że pierścień włosów nie jest widoczny wcale lub też widoczny jest jedynie jako delikatne ciemniejsze zgrubienie przez napletek - i jest to jedyny widoczny symptom.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roki
Już lepiej ;P
Już lepiej ;P



Dołączył: 28 Sie 2007
Posty: 1
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 11:10, 28 Sie 2007    Temat postu:

Mam pytanie czy ten tekst napisała Pani
weterynarz z Zielonej Góry

jest to moja 1wsza wiadomość dlatego nie mogę wstawić linka,
a zależy mi na szybkim potwierdzeniu

Pozdrawiam


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Forum o wszystkich zwierzakach Strona Główna -> Szynszyle Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Programosy.
Regulamin